3 maja 1791 roku Warszawa przeżyła dzień, który na zawsze zmienił bieg historii. Ustawa Rządowa – pierwsza w Europie i druga na świecie nowoczesna konstytucja – miała być remedium na anarchię, liberum veto i groźbę rozbiorów. Mimo to Konstytucja 3 Maja przetrwała jako symbol oporu – zakazywana przez carów, nazistów i komunistów, wracała w podziemnych mszach, ulotkach „Solidarności” i łzach wzruszenia podczas obchodów w 1990 roku. Dziś łączy patos oficjalnych uroczystości z radością rodzinnych pikników. Dlaczego ten dokument wciąż budzi dumę? Jak przetrwał 123 lata nieistnienia państwa? I co łączy współczesne biegi pamięci z konspiracyjnymi spotkaniami w zaborze pruskim?
Kontekst historyczny uchwalenia Konstytucji 3 Maja
Pod koniec XVIII wieku Rzeczpospolita Obojga Narodów przypominała kraj pogrążony w politycznym chaosie. Liberum veto, wolna elekcja i przywileje szlacheckie skutecznie paraliżowały jakiekolwiek reformy. Państwo, osłabione po I rozbiorze (1772), stało się łatwym celem dla sąsiadów – Rosji, Prus i Austrii. Wewnętrzne spory magnaterii i korupcja doprowadziły do sytuacji, gdzie decyzje sejmu można było kupić za worek złota, a król Stanisław August Poniatowski miał mniej realnej władzy niż przeciętny europejski burmistrz.
Kluczowym momentem okazał się Sejm Wielki (1788–1792), który zebrał się pod pretekstem reformy armii. W rzeczywistości chodziło o coś znacznie większego – ratowanie suwerenności kraju. Sojusz z Prusami z 1790 roku dał stronnictwu patriotycznemu chwilowe poczucie bezpieczeństwa, ale prawdziwym game-changerem było przejęcie inicjatywy przez króla. Stanisław August, początkowo ostrożny, zaczął współpracować z reformatorami, widząc w tym jedyną szansę na uniknięcie kolejnego rozbioru.
W tym czasie Warszawa stała się politycznym tyglem. Na ulicach dyskutowano o rewolucji we Francji, a mieszczanie domagali się praw porównywalnych ze szlachtą. Atmosfera przypominała bombę zegarową – wszyscy czuli, że albo państwo się zreformuje, albo przestanie istnieć. To właśnie w tych okolicznościach narodził się pomysł Ustawy Rządowej, która miała być lekiem na wszystkie bolączki Rzeczypospolitej.
Treść i reformy Ustawy Rządowej
Konstytucja 3 Maja to nie tylko suchy dokument prawny – to manifest nowoczesnego myślenia o państwie. Jej autorzy postawili na radykalne zmiany:
- Zniesienie wolnej elekcji i wprowadzenie monarchii dziedzicznej – po śmierci Stanisława Augusta tron miał przejść na dynastię Wettynów.
- Likwidacja liberum veto – decyzje sejmu miały odtąd zapadać większością głosów.
- Prawa dla mieszczan – mogli kupować ziemię, piastować urzędy, a nawet nobilitować się do stanu szlacheckiego.
Najbardziej przełomowy był jednak art. IV dotyczący chłopów. Choć nie znosił pańszczyzny, wprowadzał ich pod ochronę państwa – pan nie mógł już samowolnie wypędzić chłopa z ziemi, a umowy o zamianę pańszczyzny na czynsz stały się nieodwoływalne. To był pierwszy krok do zniesienia feudalizmu, choć wielu konserwatywnych posłów krzyczało, że to „zamach na święte prawa szlachty”.
Ustawa Rządowa nie była idealna – pozostawiała przywileje stanowe i nie rozwiązała kwestii chłopskiej do końca. Mimo to była najśmielszą reformą w Europie Środkowej. Dla porównania – Francja dopiero zaczynała swoją rewolucję, a Prusy wciąż tkwiły w feudalizmie.
Represje i zakaz świętowania w okresie zaborów
Po upadku powstania listopadowego car Mikołaj I wydał dekret zakazujący obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja. Za publiczne wspominanie o Ustawie Rządowej groziły kary więzienia, zsyłki na Sybir lub konfiskata majątku. Rosyjscy zaborcy systematycznie niszczyli pomniki i tablice upamiętniające twórców konstytucji, a w szkołach wprowadzono zakaz nauczania o tym dokumencie. Nawet prywatne spotkania w domach, gdzie śpiewano patriotyczne pieśni, kończyły się rewizjami i aresztowaniami.
W zaborze pruskim i austriackim sytuacja wyglądała nieco inaczej. Niemcy pozwalali na organizowanie akademii szkolnych, ale tylko pod warunkiem, że przemówienia pomijały wątki niepodległościowe. W Galicji Habsburgowie tolerowali dyskusje historyczne o konstytucji, traktując je jako przejaw „nieszkodliwego regionalizmu”. Prawdziwe represje przyszły wraz z I wojną światową, gdy wszystkie trzy mocarstwa zaostrzyły politykę wynaradawiania.
Mimo terroru Polacy znajdowali sposoby, by podtrzymywać pamięć o 3 maja. W kościołach odprawiano msze za ojczyznę, a kaznodzieje umiejętnie wplatali aluzje do konstytucji w kazaniach. W 1915 roku, gdy wojska niemieckie zajęły Warszawę, zorganizowano pierwszą od 83 lat legalną manifestację pod Kolumną Zygmunta. Uczestnicy nieśli transparenty z napisem: „Wolni obywatele – wolnemu prawu”.
Przywrócenie święta w II RP i PRL
11 kwietnia 1919 roku Sejm Ustawodawczy ogłosił 3 maja świętem narodowym. Pierwsze oficjalne obchody przypominały karnawał wolności – w Warszawie defilowało 50 tysięcy żołnierzy, a Ignacy Paderewski grał mazurki na fortepianie ustawionym na placu Zamkowym. W szkołach wprowadzono obowiązkowe lekcje o konstytucji, a poczta wydała serię znaczków z wizerunkiem Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Komunistyczne władze już w 1946 roku zakazały publicznych uroczystości, uznając je za „przejaskrawiony nacjonalizm”. W 1951 roku święto oficjalnie skreślono z kalendarza – 3 maja stał się zwykłym dniem pracy. SB inwigilowała środowiska opozycyjne, podsłuchując nawet rozmowy o organizacji mszy rocznicowych. W latach 70. symbolem oporu stały się nielegalne ulotki z fragmentami Ustawy Rządowej rozrzucane nocą pod kościołami.
Przełom nastąpił w 1981 roku, gdy „Solidarność” wymusiła na władzach zgodę na obchody pod Zamkiem Królewskim. Po wprowadzeniu stanu wojennego manifestacje przeniosły się do podziemia – w zakładach pracy rozdawano biało-czerwone oporniki z datą „3 V”, a w kościołach organizowano „msze za ojczyznę”. Ostateczne przywrócenie święta 6 kwietnia 1990 roku było symbolicznym pogrzebem PRL – tego samego dnia zniesiono święto 22 lipca (rocznicę manifestu PKWN) i rozwiązano Milicję Obywatelską.

